|
Blog > Komentarze do wpisu
Motocyklowa urban legendJak odpowiadać na durne pytania zadawane Ci przez wcale nie takich durnych znajomych. Rozwiewamy jeden z mitów.
W języku angielskim jest bardzo pojemne określenie „urban legend” – ta z pozoru prawdziwa informacja rozprzestrzenia się w kręgach towarzyskich, powtarzana z ust do ust jako historia z życia wzięta. Niekiedy poparta jest nawet autorytetem mediów. Potrafi powracać cyklicznie, choć z czasem dana społeczność uodparnia się na określoną opowieść.
Trudno się zresztą dziwić – skoro po raz dziesiąty trafia do
nas historyjka o pannie młodej co padła przy ołtarzu zabita trupim jadem z sukni kupionej w
komisie. Tyle że jeśli panna młoda raz jest kuzynką siostry ciotecznej sąsiada,
raz krewną teściowej szwagra, raz naszą własną wnuczką, a na koniec okazuje się że to w naszym komisie ta suknia była kupiona to zaczynamy mieć
wątpliwości.... Legendy te żyją w zasadzie własnym życiem. Dziś chciałabym parę zdań poświęcić motocyklowej urban legend.Różnorakie bzdurne opowieści na temat motocyklistów słyszałam od lat, ale od niedawna sama zaliczam się do tego szacownego grona, więc pomimo skromnego doświadczenia poczuwam się do wyjaśnienia niektórych kwestii. Już kilkoro dobrych znajomych, których zresztą nie podejrzewałabym o bezmyślność zadało mi pytanie: czy to prawda że motocykliści mają stalową linkę przywiązaną pod kaskiem aby w razie wypadku ucięło im głowę?
Najpierw się śmiałam, później irytowałam patrząc na nich z lekkim niedowierzaniem, teraz dostaję wysypki i piany na ustach jeśli słyszę coś takiego. Odpowiedź brzmi NIE, NIE, NIE i jeszcze raz NIE! Jedna wielka bzdura! Motocyklista to nie jest samobójca po kilku nieudanych próbach, osoba niezrównoważona psychicznie oraz kretyn do potęgi. Nie po to kupował maszynę, dba o nią, robi prawo jazdy i uczy się prawidłowego wchodzenia i wychodzenia z zakrętów aby sobie przy pierwszej lepszej okazji łeb ucinać. To tak jakby zapytać kierowcy samochodu czy jak wsiada za kółko to przywiązuje sobie za zagłówkiem odbezpieczony pistolet, żeby w razie wypadku lub stłuczki odstrzelić sobie łeb? Przecież wtedy nie będzie się męczył...
Faktem jest że szanse na groźniejsze obrażenia w razie wypadku lub stłuczki ma kierujący motocyklem. Tak zwyczajnie – od reszty tego złego świata i jeszcze gorszych bo bardzo twardych – drzew, słupów, asfaltu, rowów i wszystkiego innego co można napotkać na drogach i w około, chroni go tylko kask, ochraniacze (ewentualnie) i ubiór. Oznacza to że należy zaakceptować zwiększone ryzyko, ale nie oznacza to że podpisujemy na siebie jakiś wyrok.
Najgorsze dla mnie jest to, że media, a w zasadzie – dziennikarze wykazują maksymalne dyletanctwo w temacie promując nie tylko durne legendy – np. o motocyklistach samobójcach, ale utwierdzając całą opinię publiczną w przekonaniu że winni są motocykliści, bo wszyscy jak jeden mąż jeżdżą za szybko, ryczą silnikami i wskakują na jedno koło. Wystarczy mieć blade pojęcie o pojemnościach silnika, momencie obrotowym, koniach mechanicznych i trochę zdrowego rozsądku aby wiedzieć że coś o pojemności 500cm3 i mocy 57KM „czysta na godzinę” nie pojedzie.
Tak naprawdę większość wypadków z udziałem motocyklistów jest z winy kierowców samochodów osobowych. Wymuszanie pierwszeństwa, nieuwaga, traktowanie motocykla tak jak samochodu, a czasem czysta złośliwość powoduje że tzw. katamaryniarze lub też kierowcy puszek mają bardzo złą opinię wśród motocyklistów. Statystyki wypadków drogowych znaleźć można na stronach internetowych Komendy Głównej Policji a tutaj znajduje się artykuł przedstawiający w liczbach statystyki z 2006 roku. Pozwolę sobie zacytować fragment: Spośród wszystkich sprawców, najliczniejszą grupę (76%) stanowili
kierujący samochodami osobowymi. Z ich winy doszło do ponad 28 tysięcy
wypadków, zginęło około 2800 osób, a rannych zostało ponad 39 tysięcy. Jedną z
najmniej licznych grup (2%) są kierowcy 2 kółek. Wypadków motocyklowych
zanotowano 2450. Wśród nich było 858 z winy motocyklisty, czyli zaledwie 35%.
Natomiast 1592 osoby były ofiarami, co stanowi aż 65%. Większość motocyklistów
to ofiary wypadków z udziałem pojazdu 2-kołowego. 305, to balans osób zabitych
w wypadkach motocyklowych. Jest to tyle samo ludzi, ilu w 2006 roku popełniło
samobójstwo poprzez rzucenie się z wysokości! Widać na tym przykładzie, że
historie o „winnych samym sobie” kamikaze są grubo przesadzone. Przeglądając
dane statystyczne można zauważyć, że 6 na 10 osób rannych i 5 na 10 zabitych w
wypadkach motocyklowych było poszkodowanych z winy innych uczestników ruchu
drogowego niż kierowcy jednośladów. KIEROWCO – PATRZ W LUSTERKA. MOTOCYKLE SĄ WSZĘDZIE wtorek, 20 maja 2008, monzie
|
|